Słoneczny plan na życie
![]() |
| źródło: pinterest.com |
O dzieleniu się radością
Ostatnio bardzo dużo myślałam o emocjach. Chyba dlatego, że są niezwykle złożone. Potrafią pojawić się nagle, zmieniać się w ciągu jednego dnia i czasami jest ich tak wiele, że łatwo poczuć się nimi przytłoczonym.
Wcześniej pisałam o tym, jak Bóg jest obecny wtedy, gdy przeżywamy lęk i smutek (link). Dzisiaj, patrząc przez okno na błękitne niebo i przypominając sobie kilka drobnych, ale pięknych wydarzeń z ostatnich dni, przyszła mi do głowy zupełnie inna myśl. O ileż bardziej Bóg jest obecny również w naszej radości.
Święty Paweł pisze, że Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości (Rz 8,26). W innym miejscu dodaje jednak, że jednym z owoców Jego działania jest radość (Ga 5,22). Bardzo porusza mnie to zestawienie. Duch Święty nie jest obecny tylko wtedy, gdy płaczemy i prosimy o pomoc. Jest również wtedy, gdy nasze serce przepełnia wdzięczność, zachwyt albo zwyczajna, ludzka radość.
Coraz częściej myślę, że Duch Święty nie zawsze usuwa wszystkie trudności z naszego życia. Czasami jednak daje nam coś równie cennego – zdolność dostrzegania dobra, które już jest obok nas. Miłą wiadomość od przyjaciela. Spotkanie z kimś życzliwym. Dobre słowo. Czyjś uśmiech. Napotkane dziecko, które zrobiło coś tak zabawnego, że mimowolnie sami zaczynamy się uśmiechać. Piękny zachód słońca. Spokojny spacer. Są to rzeczy małe, ale często właśnie one podnoszą człowieka na duchu.
Jezus powiedział kiedyś: „To wam powiedziałem, aby moja radość w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11). To niezwykłe, że nie mówi tylko o naszej radości. Mówi o swojej radości, którą chce się z nami dzielić. Prawdziwa chrześcijańska radość nie jest więc tylko dobrym humorem. Jest darem.
Co ciekawe, radość bardzo rzadko chce zostać tylko dla siebie. Lęk często zamyka człowieka w sobie. Radość natomiast niemal odruchowo wychodzi ku drugiemu. Chcemy powiedzieć komuś dobrą wiadomość, śmiać się razem, świętować, dzielić się tym, co piękne. Jakby sama z siebie szukała wspólnoty.
Może właśnie dlatego niebo nie kojarzy mi się tylko z pokojem. Wyobrażam je sobie również jako pełnię radości. Skoro Bóg jest komunią Osób żyjących w doskonałej miłości, trudno wyobrazić sobie tę miłość bez radości. Być może każda prawdziwa ludzka radość jest małym przedsmakiem tego, co kiedyś przeżyjemy w pełni.
Mam taki odruch, którego nie potrafię kontrolować. Kiedy naprawdę się cieszę i niemal wpadam w euforię, wychodzi ze mnie taki „radosny pingwinek” . Dopiero niedawno zauważyłam, że inni czasem go powtarzają. I wtedy pojawiła mi się myśl, że może właśnie taka jest radość. Jeśli jest prawdziwa, nie zatrzymuje się
na jednym człowieku, tylko udziela się innym. Tak jak płomień jednej świecy
może zapalić kolejną, nie tracąc własnego światła.
Może właśnie do tego jesteśmy zaproszeni jako chrześcijanie – nie do udawania, że wszystko jest dobrze, ale do niesienia nadziei. A czasem najprostszym sposobem niesienia nadziei jest szczera radość, która przypomina drugiemu człowiekowi, że dobro naprawdę istnieje.


