Lęk nie oznacza nieobecności Boga

 

 źródło: pinterest.com

O nauce przyjmowania trudnych emocji

Jaka jest jedna z najtrudniejszych lekcji jakie otrzymałam? Bóg nie obiecuje, że każda trudność zniknie natychmiast po odmówionej modlitwie.

Miałam już w swoim życiu wiele sytuacji, w których moje ciało nie pozwalało mi wyjść z domu, spać spokojnie w nocy albo wykonać jakiegoś zadania. Zawsze złościło mnie to, że moje ciało stawało się źródłem bólu i ograniczeń. Często się tego też wstydziłam. 

Leczenie, budowanie relacji z innymi, odważne pokonywanie własnych słabości i podejmowanie wyzwań są niezwykle ważne i uznaję je w swoim życiu za niezwykle potrzebne i pożyteczne. Jednak nie kasuje to osobistych pytań, które są w człowieku. 

Kim w zasadzie jestem? Jak należy postąpić w danej sprawie? Jak przez to przejdę? Czy będę sama? Czy ktoś mi pomoże? Czy ktoś mnie pokocha? Czy ja kogoś pokocham? Jakie jest moje powołanie? Czy mu sprostam, skoro je odkryłam? A co jeśli to, jak się czuję, nigdy nie zniknie? Jak komuś towarzyszyć, kto ma podobne pytania, skoro sama nie znam odpowiedzi?

Potem człowiek staje w obliczu tych pytań i czuje się zupełnie zagubiony, albo nawet trochę głupi. A ciało na to wszystko reaguje. Jest lęk. Jest bezsenność. Jest smutek. Poczucie porażki. Rozdarcie. Porównywanie. Poczucie bycia z tyłu albo nie w tym miejscu co trzeba. 

Modlitwa często podnosi mnie na duchu, uważam ją za jeden z filarów mojego dnia. Ale w momencie kryzysu miałam poczucie, że nic nie daje. Modlitwa nie sprawia, że nagle chce mi się spać. Modlitwa nie sprawia, że serce przestaje kołatać. Modlitwa nie sprawia, że za pół godziny zdobędę świat. Przykre objawy nie wyłączają się od tego, że powiem "Jezu, boję się". Było to moim największym rozczarowaniem. Bo nie chciałam rezygnować z modlitwy, ale myślałam, że moje problemy są widziane przez Boga i widzi jakie są męczące, więc za kilka chwil znikną. A nie znikały. Więc byłam bardzo zdenerwowana. 

Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że problemem nie były same emocje czy objawy, ale sposób, w jaki próbowałam sobie z nimi radzić. Świat wirtualny i słodkości to dziś jedne z najczęstszych sposobów ucieczki, ale to mogą być też poważniejsze nałogi, zachowania, odwlekanie obowiązków, chowanie się w domu, milczenie. Każdy z nas reaguje bardzo różnie. Dla mnie zawsze to sygnał, że dzieje się w moim życiu coś trudnego, choć nie zawsze umiem to nazwać.

Gdy rozpracowuję temat lęku i uciekania przypominam sobie o biblijnym Jonaszu. Bóg powołał go do misji, która go przerażała. Myśl o tym, że ma wstać, iść do Niniwy i nawracać grzeszników brzmiała jak koszmar, którego można przecież uniknąć. A przynajmniej tak mu się wydawało. Tym, co zawsze zatrzymuje mnie podczas lektury tego fragmentu, jest fakt, że aż kilka razy w jednym akapicie autor wspomniał, że Jonasz ucieka do Tarszisz. Miało to oznaczać przede wszystkim tyle, że to jest kompletnie w drugą stronę od Niniwy i do tego bardzo daleko (por. Jon 1).

Znamy dalszą część. Jonasz zostaje wyrzucony w morze i jest połknięty przez rybę, gdzie spędza trzy dni. Tam modli się do Pana Boga. A gdy ryba go wypluwa, Bóg znowu mówi: "Wstań, idź do Niniwy". Nie mówi: "O rany, uciekłeś przede mną, źle zareagowałeś, pokpiłeś sprawę". Nie mówi również, że prorok jest taki biedny i może się schować. Bóg cierpliwie przypomina Jonaszowi kierunek życia. Czy Pan zabrał lęk Jonasza? Nie. Co więcej, pozwolił mu przeżyć ten lęk, a nawet doświadczyć konsekwencji własnej ucieczki. Połknięcie przez wielką rybę pokazuje, że Pan nie pozwolił umrzeć Jonaszowi. Prorok zaś nie stracił kontaktu z Bogiem, ale musiał skonfrontować się z tym, co zostało mu dane (por. Jon 2-3). 

Święty Tomasz z Akwinu napisał kiedyś piękne zdanie, że "łaska nie niszczy natury, lecz ją udoskonala" (Summa teologiczna, część I). W ludzką naturę wpisana jest zdolność przeżywania silnych emocji oraz skłonność do uciekania od tego, co trudne. Bóg nie zawsze usuwa to natychmiast, ale chce być w tym obecny. Widzi nasze zmagania takie jakie są naprawdę, ale nie każde z nich będą podlegały Jego natychmiastowej interwencji. 

Może to właśnie dobrze? Wiele ćwiczeń sportowych czy rehabilitacyjnych jest bardzo nieprzyjemnych i trudnych, jednak po ich regularnym wykonywaniu człowiek staje się silniejszy i sprawniejszy. Co jeśli walka z lękiem także w życiu duchowym, ale nie tylko, jest pewnego rodzaju ćwiczeniem? Czasami trzeba przejść przez nie samemu, czasami z kimś. Czasami trzeba udać się do specjalisty, czasami wziąć lekarstwa. 

Myślę, że to jedyna, ale najważniejsza rzecz, która pomaga mi przezwyciężać trudności. Mogę się zdenerwować i przestraszyć. Ale nie jestem w tym sama. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak się wydaje. Dlatego ta lekcja jest tak trudna i tak ważna. Nie wszystko da się wyłączyć, bo ciało ludzkie nie jest urządzeniem. Ale przez wiele rzeczy naprawdę odważnie można przejść. Byle nie tracić kontaktu z Bogiem, nawet gdy wydaje się, że nic się nie zmienia.

 

Co robisz, gdy dostrzegasz, że do Twojej relacji z Bogiem wkradł się smutek lub lęk? 

 


Najchętniej czytane