Niedoceniane ojcostwo. Słów kilka o św. Józefie.
![]() |
| źródło: pinterest.com |
Relacja Jezusa i św. Józefa
W Ewangelii św. Józef niewiele mówi. W zasadzie nie zapisano żadnego jego słowa. Choć jego rola może wydawać się momentami drugoplanowa, to jednak od Józefa możemy się nauczyć bardzo wiele, ponieważ jego życie jest pełne decyzji - odważnych decyzji.
Gdy myślę o Nazarecie i całej historii Świętej Rodziny, widzę z jednej strony jej niezwykłość. Bóg przez anioła wybiera Maryję i Józefa, by opiekowali się Jezusem. Potem musieli uciekać do Egiptu, by ocalić życie przed rzezią niewiniątek. To brzmi jak historia na film z efektami specjalnymi. A jednak wydarzyło się to naprawdę.
Obok tego, co wiemy z kart Pisma Świętego o Świętej Rodzinie, jest też spora część historii, której dokładnie nie znamy, a która była po prostu zwyczajną codziennością. Może właśnie dlatego tak łatwo przeoczyć rolę św. Józefa. Kilka scen w Ewangelii sprawia wrażenie, jakby był jedynie tłem dla historii Jezusa. Tymczasem to właśnie w tym „tle” rozegrała się większość ziemskiego życia Chrystusa.
Przez około trzydzieści lat Jezus nie chodził jeszcze od miasta do miasta, nie nauczał tłumów i nie czynił cudów. Żył zwyczajnym życiem mieszkańca Nazaretu. Pracował, uczył się zawodu, dorastał, budował relacje z ludźmi. Ewangelista Łukasz zapisuje, że „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,52). To nie jest obraz kogoś, kto tylko biernie „czekał” na rozpoczęcie misji, ale Kogoś, kto prawdziwie dojrzewał także po ludzku.
Na czym polega wielkość ojcostwa Józefa? Przede wszystkim był głową rodziny. To na nim spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo domu i utrzymanie bliskich oraz wychowanie Syna. Zadaniem Józefa nie było „przygotowanie Jezusa do roli Zbawiciela”, lecz wprowadzenie Go w życie społeczne. By Jezus dzięki temu, czego się nauczył od swojego opiekuna, potrafił w świecie zadbać o siebie i swoją Matkę. By nauczył się rzemiosła, miał pracę i dzięki temu utrzymywał dom. By uczestniczył w Paschach i pielgrzymkach, żyjąc rytmem świąt i tradycji. By uczył się, jak mówić o Bogu Ojcu innym - także przez przypowieści. By budował poprzez modlitwę relację z Ojcem. By poznawał Prawo. By budował dobre relacje z krewnymi i sąsiadami.
Myślę o tym, że opieka Józefa nad Jezusem mogła nie być łatwa, także dlatego, że Jezus coraz wyraźniej dojrzewał do swojej szczególnej misji, która nie zawsze była zrozumiała dla innych. Choć z Ewangelii nie znamy wszystkich wydarzeń z Jego życia, możemy przypuszczać, że jednak większość tego czasu była po prostu zwyczajna, a momentami zapewne monotonna codzienność.
Józef był odpowiednim wyborem Boga, by wprowadził Jego Syna w zwyczajny świat Izraela, ponieważ Józef sam dbał o relację z Bogiem i był rzetelny w swojej pracy. Nie chodziło przecież o to, że Syn Boży „potrzebował mniej boskości”, ale o to, że Bóg zdecydował się przyjąć prawdziwie ludzką naturę wraz ze wszystkim, co wiąże się z byciem człowiekiem.
Łaska nie zastępuje człowieczeństwa, ale z nim współpracuje. Dlatego Jezus na ziemi potrzebował nie tylko Maryi, ale także Józefa – ojca, który nauczył Go odpowiedzialności i życia pośród ludzi. Cała Święta Rodzina pokazuje, że zwyczajne ludzkie życie ma ogromną wartość, nawet jeśli nie obfituje w bogactwa, prestiż czy wygody.
Myśl, że Jezus przed rozpoczęciem nauczania także żył całkiem zwyczajnie, dodaje mi sił, a nawet poprawia humor. Pomaga docenić własne codzienne zmagania. Bo On naprawdę zna to wszystko z własnego doświadczenia.
Milczenie Józefa jest tak wymowne, ponieważ nie zostawił po sobie wielkich przemówień.
Zostawił Człowieka, którego wychował. A to często jest największe dzieło każdego ojca.


