Duch Święty kocha jak matka. O innym spojrzeniu na Pięćdziesiątnicę.
![]() |
| źródło: pinterest.com |
Obecność, która otula i prowadzi
Zesłanie Ducha Świętego jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu Kościoła. Zaraz po zmartwychwstaniu Jezusa to właśnie wydarzenia Pięćdziesiątnicy sprawiły, że formująca się wtedy wspólnota nabrała odwagi, by głosić Ewangelię i się rozrastać na cały świat.
Współcześnie również bardzo mocno przeżywamy to wydarzenie. W wielu parafiach odprawiane są nowenny, adoracje Najświętszego Sakramentu i wigilie, które przygotowują nas do uroczystości Zesłania Ducha Świętego. A jednak o Duchu Świętym często wiemy najmniej. Kojarzymy Go jako Pocieszyciela, o którym mówi Pan Jezus, albo jako Tego, który zsyła dary. Wiemy, że jest obecny w sakramentach i działa w Kościele. A mimo to łatwo o Nim zapomnieć. Być może dlatego, że jest niewidzialny, a Jego działanie bywa subtelne i ciche.
A co by się stało, gdybyśmy mogli spojrzeć, na Ducha Świętego i fakt Zesłania, z innej strony? Sama muszę przyznać, że byłam zaskoczona tą interpretacją, ale im dłużej o niej myślałam, tym bardziej widziałam, że jest prawdziwa.
Duch Święty kocha jak matka. Wspaniała myśl, prawda? Ale co ona właściwie znaczy?
Pan Jezus nazywa Go Parakletem - Pocieszycielem. Mówi też, że Duch „przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (por. J 14,26). W Listach Apostolskich czytamy, że to On rozdaje dary według tego, co potrzebne w Kościele (por. 1 Kor 12,11). Pociesza, wzmacnia, prowadzi. A to bardzo przypomina matkę.
Matka, która daje życie, karmi i wychowuje. Duch Święty karmi nas słowem, które przypomina. Wychowuje i uczy, tak jak matka uczy dziecko świata. Pociesza i ociera łzy. Obdarza tym, co potrzebne do życia.
Jest też bardzo subtelny. Przychodzi jak „lekkie powiewanie” (por. 1 Krl 19, 11-13) nie zawsze w spektakularny sposób. Oczywiście w Pięćdziesiątnicy był wiatr, ogień i huk, a Duch jest prawdziwą mocą. Ale nie zawsze działa w ten sposób. Czasem przychodzi cicho. Niezauważenie. W codzienności. I może właśnie dlatego tak łatwo o Nim zapomnieć, bo często spodziewamy się „mocarza”. Ale On jest często bliżej niż nasze własne myśli.
Można zauważyć, że Duch Święty często kojarzy się nam z określonymi przestrzeniami duchowości, szczególnie ze wspólnotami charyzmatycznymi, np. Odnową w Duchu Świętym czy intensywnymi modlitwami uwielbienia. Tam rzeczywiście widać bardzo żywe doświadczenie Jego działania i to przeżywanie jest w Kościele potrzebne. Ale jednocześnie łatwo zamknąć Go w tym obrazie i odnieść wrażenie, że Duch Święty jest „dla niektórych”, albo że przypominamy sobie o Nim głównie w czasie Zesłania. Tymczasem On nie jest zarezerwowany dla żadnego stylu modlitwy ani duchowości. Nie znika po Pięćdziesiątnicy i nie działa tylko w szczególnych momentach. Jest obecny w całym życiu Kościoła, często w sposób cichy i nienarzucający się.
Ta perspektywa zmienia sposób patrzenia. Nie wszystko w życiu duchowym musi być spektakularne - wiele z rzeczy, które się dzieją w życiu duchowym, nie są żadnym stopniu odczuwalne fizycznie. Nie wszystko musi być widoczne i „charyzmatyczne”. Duch Święty działa też w małych natchnieniach; w pokoju, który trudno na początku nazwać.
Można się do Niego zwracać nie tylko jak do Mocy z wysoka, ale też jak do Kogoś bardzo bliskiego - jak do Matki, która jest obecna, która rozumie, i która prowadzi.
W tym obrazie jest dla mnie coś zaskakującego: że Bóg nie tylko daje siłę, ale też niesie.
Nie tylko uzdalnia, ale też wychowuje. Nie tylko prowadzi, ale też otula.
Może właśnie dlatego Duch Święty jest bardziej dostępny, niż często nam się wydaje. Przestaje być daleką ideą, Osobą pojawiającą się epizodycznie w roku liturgicznym, ale Żywym Bogiem, który jest wierny i chce towarzyszyć człowiekowi na jego drodze.
Czy w Twoim codziennym życiu jest miejsce na cichą obecność Ducha Świętego?


