Zwyczajna codzienność jest święta

 

 źródło: pinterest.com


O życiu, którego czasami nie widać


Mijamy ich codziennie, snując się po okolicy na spacerze albo uczestnicząc w różnych wydarzeniach. 

Starsza pani z wózkiem zakupowym, śpiesząca się na targ. Profesor uczelni z masą nagród, tytułów i wydanych książek, zdążający na kolejny wykład. Małżeństwo z gromadką dzieci bawiące się na placu zabaw. Przeciętnej urody biegacz, nabijający kolejne kilometry. Uczniowie wygłupiający się przed szkołą. Ten jeden znajomy, który przychodzi na spotkania, ale prawie się nie odzywa. I drugi, który - jak się wydaje - osiągnął już wszystko przed trzydziestką.

Można wymieniać wiele podobnych przykładów. Nic nadzwyczajnego. Widzimy to codziennie. Często są to nasi znajomi, mniej lub bardziej bliscy.

Skoro to takie przeciętne, co właściwie jest w tym warte uwagi?

Całkiem niedawno obchodziliśmy w Kościele Dzień Świętości Życia. To czas, w którym refleksji poddajemy nasz stosunek do najbardziej bezbronnych, którym odmawia się tego daru. Internet kipi od zdjęć z USG, dramatycznych reportaży o aborcji i eutanazji. Wrzucamy kolejne posty, wysyłamy linki, rozdajemy ulotki, wspieramy organizacje pro-life.
I to jest niezwykle ważne. 

A jednak, dlaczego mam poczucie, że to wszystko bywa tak ulotne i zawężone?

Często przypominamy sobie o ludziach dotkniętych cierpieniem czy wykluczeniem wtedy, gdy jest ku temu okazja w kalendarzu albo gdy sytuacja staje się skrajna. W Dniu Świętości Życia dużo mówimy o tym, kto powinien żyć, kiedy to życie się zaczyna lub kończy. Znacznie rzadziej o tym, jak żyją ci, którzy są po prostu obok nas.

Można bronić życia w teorii i jednocześnie nie zauważać człowieka obok. Można walczyć o życie i nie mieć czasu dla żyjących. Bo jakie jest życie tych, których mijamy codziennie i uznajemy za zwyczajnych? A nawet tych, którym - jak się wydaje - wszystko się udało?

Być może starsza pani na zakupach martwi się, czy wystarczy jej na leki.
Być może uznany profesor boi się swojej starości.
Szczęśliwe małżeństwo z gromadką dzieci jest po prostu skrajnie zmęczone codziennym chaosem.
Biegacz trenujący do maratonu zaraz znów idzie na nocną zmianę.
Uczeń, który się wygłupia, za chwilę będzie się bał odezwać w klasie.
Znajomy z imprez - mimo ludzi wokół - czuje się samotny.
A ten, który „ma wszystko”, chciałby wreszcie odpocząć od zdobywania i udowadniania czegokolwiek.

Ale to wszystko łatwo przeoczyć.

Świętość życia nie objawia się tylko w jego początkach i kresie. To przede wszystkim jego środek: zwykłe życie, które ktoś czasem ledwo unosi. Ilu jest ludzi, którzy nie walczą już o nie, tylko próbują je po prostu przetrwać? Ilu jest bezbronnych… dorosłych? 

Może jeśli naprawdę chcemy bronić życia, to najpierw trzeba sprawić, żeby ktoś obok nas nie czuł się sam. Żeby mimo tego, przez co przechodzi - zobaczył, że jest wartościową osobą. 


 

Kiedy ostatnio ktoś przy Tobie poczuł, że to dobrze, że istnieje?


 

 

Najchętniej czytane