"Dostrzegam Go, ale nie z bliska" (Lb 24,17). Ewangelia na Uroczystość Objawienia Pańskiego.


 

źródło: pinterest.com


Dostrzec Pana we własnym życiu 


Uroczystość Objawienia Pańskiego, znana bardziej jako Święto Trzech Króli, kojarzy nam się głównie z poświęceniem kadzideł i kredy, którą zapisujemy odrzwia. Kojarzymy też, że do Świętej Rodziny zawitali mędrcy. Nie wiadomo, ilu ich było, ale skoro w darach dla Dzieciątka znalazły się złoto, kadzidło i mirra, to być może było ich trzech. Niektórzy z nas pewnie wybierają się na Orszak Trzech Króli, który w ostatnich latach staje się coraz popularniejszy, nawet w mniejszych miejscowościach.

Jednak dzisiejsze słowo jest o czymś więcej niż wyprawie domniemanych Kacpra, Melchiora i Baltazara, co odkryłam dość mocno. Oto fragmenty Ewangelii odczytywane tego dnia w świątyniach:

 

Mt 2, 2.9 – Mędrcy ze Wschodu

 
„[Mędrcy] pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon. (…) Oni zaś, wysłuchawszy króla [Heroda], ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię”.


 

Na samym początku ten tekst nie bardzo do mnie przemawiał, bardzo trudno było mi wyciągnąć z tej Ewangelii konkretną naukę. Trzymając się jednak pięknej zasady, że Słowo potwierdza się Słowem, udało mi się znaleźć kilka fragmentów korespondujących z opowieścią o Mędrcach.

Jeden z nich pochodzi z Księgi Liczb:

 

 „Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło (…)” (Lb 24,17a).


 
Jezus jest przy nas, ale czasem - a nawet częściej niż tylko czasem - łatwo poczuć się tak, jakby był bardzo daleko, jakby za mgłą. To trochę jak wiedza o tym, gdzie przebywa ukochana osoba, a jednocześnie brak możliwości spotkania się z nią czy nawiązania kontaktu z jakiegoś powodu. Takie doświadczenie bywa szczególnie przykre, bo składa się z jednoczesnej tęsknoty, poczucia niesprawiedliwości, samotności i smutku.

Odkryłam, że dzisiejsze czytanie wskazuje bardzo precyzyjnie: po prostu podążaj za Gwiazdą jak Mędrcy. Po co mamy iść jej śladem? Dlatego że tych, którzy szukają Jezusa, Bóg bardzo kocha, a wytrwałym pomaga się odnaleźć (por. Prz 8,17). Ojciec często pokazuje Jezusa „jak na dłoni” i posyła Ducha Świętego, byśmy z Jego pomocą rozpoznawali Mesjasza.

Co staje nam na drodze, gdy próbujemy podążać i wyruszyć na poszukiwanie Jezusa?

Nasza zwyczajna słabość, niepowodzenia życiowe, czasami złość, lenistwo, a nawet zwątpienie - wszystko to nie pozwala nam uwierzyć w znak Gwiazdy, w to, że Jezus już jest i że naprawdę można się do Niego udać.

Sama dostrzegam po sobie, że im bardziej się poddaję, tym mniej chce mi się szukać, a czasem nawet pojawia się myśl, że Bóg chowa się przede mną specjalnie.

Zwróciłam również uwagę na to, że król Herod, chcąc dowiedzieć się czegoś o Mesjaszu, usłyszał cytat z proroka Micheasza, wskazujący Betlejem jako miejsce Jego narodzin. Uznałam to za bardzo cenną wskazówkę.

Jezus może czasem wydawać się daleko. Można też kompletnie nie rozumieć Jego działania, a jednak On naprawdę jest codziennie obok nas - szczególnie w Słowie Bożym. Dzisiejsza uroczystość uczy, że aby dowiedzieć się czegoś o Jezusie, trzeba otworzyć Ewangelię i nie bać się szukać.

Być może właśnie na tym polega sens Objawienia Pańskiego: Bóg jest bardzo blisko nas, ale potrzebna jest odwaga, by wyruszyć ku Niemu, medytując nad Jego słowem.
 
 
 
 
 
 
 
 

Cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, Poznań: Wydawnictwo Pallotinum 2002. 

W rozważaniach pomocą był również portal ze skrutacją Pisma Świętego : https://skrutacja.ifranciszek.pl/


Najchętniej czytane