AI, deepfake i wiara. O duszpasterstwie w epoce robotów.

źródło: pinterest.com

 

Czy możliwe jest dziś prawowierne i skuteczne nauczanie przez Internet?

Dzisiejszy temat nie był planowany z góry, ale jest moją refleksją nad tym, co dociera do mnie, gdy sama przeglądam portale społecznościowe. Zdałam sobie sprawę, że niezwykle szybki rozwój sztucznej inteligencji dotyka już coraz więcej obszarów życia codziennego. W końcu dociera również do tych meandrów Internetu, w których publikuje się treści związane z wiarą, nauczaniem i duchowością.

Edukacja religijna nabiera dziś całkiem nowego wymiaru, kiedy przejmują ją wirtualni asystenci. Jeśli mamy trudne pytanie, wystarczy, że skorzystamy z „Magisterium AI”, które zbierze dokumenty Kościoła i w kilka sekund w prosty sposób wyjaśni, o co chodzi. ChatGPT czy Google Gemini podsuną pomysły na katechezę, a inne programy same przygotują efektowną prezentację, wykresy, podcast czy konspekt.

Są to narzędzia nie tylko usprawniające edukację, ale – niestety – również pomagające w tworzeniu tzw. deepfake’ów: treści sfabrykowanych, które wyglądają i brzmią tak wiarygodnie, że trudno rozróżnić, co jest prawdą, co manipulacją, a co kłamstwem. Co więcej, tego typu materiały silnie oddziałują na nasze zmysły i bardzo szybko rozprzestrzeniają się w sieci oraz w świadomości ludzi. Deepfake’i pojawiają się także w obszarze duszpasterstwa i współczesnego nauczania. Gdy kilka dni temu dowiedziałam się, że jeden znajomy rzekomo reklamuje w sieci coś, czego nigdy nie robił ani nie zamierzał robić, a inny – znany duszpasterz – opowiada coś heretyckiego, czego nigdy nie powiedział, uznałam, że to już czas na poważną refleksję: czy korzystanie z AI, zamiast pomagać w zrozumieniu wiary, nie zaczyna powoli odbierać wiarygodności Kościołowi jako wspólnocie i instytucji?

 

1. Imprimatur audiowizualne?

Być może jest to pomysł nieco oderwany od realizmu, jednak wciąż wiele kurii diecezjalnych wydaje imprimatur autorom książek teologicznych, których treści są zgodne z nauką Kościoła. Czytelnicy, widząc, że dana pozycja została dopuszczona do wydania bez przeciwwskazań, mają pewność, że to, co trzymają w ręku, może pomóc im zrozumieć trudne aspekty wiary, a nawet pogłębić duchowość.

Dziś jednak ogromna część treści religijnych funkcjonuje w mediach społecznościowych i aplikacjach. Często nie musimy już kupować całych serii książek, by się czegoś dowiedzieć. Problemem logistycznym w wydawaniu takiego „imprimatur” jest jednak skala treści publikowanych w Internecie. O ile nad drukiem można jeszcze w miarę zapanować dzięki zespołom specjalistów pracujących w wydawnictwach, o tyle w sieci twórcą może być dosłownie każdy. Treści o tematyce chrześcijańskiej nie liczymy już w tysiącach, ale w milionach, a nawet miliardach rocznie.

Oznaczanie każdej grafiki jako „zgodnej z Ewangelią” graniczy z cudem, jednak warto zadać pytanie, czy nie należałoby w jakiś sposób oznaczać przynajmniej treści audiowizualnych – np. filmów czy podcastów. Skoro dziś nie zawsze możemy być pewni, czy w nagraniu występuje prawdziwa osoba, być może nadszedł czas, by informować odbiorców nie tylko o wykorzystaniu AI, ale także o tym, że dana treść jest poprawna teologicznie.

 

2. Powrót specjalizacji medialnej?

W obliczu kryzysu klasycznej katechezy szkolnej oraz obniżania etatów nauczycielom religii, utworzenie – lub powrót do – specjalizacji medialnej na wydziałach teologii w Polsce mogłoby stać się realną szansą dla wielu młodych osób. Zwłaszcza tych, którzy kochają teologię i chcą profesjonalnie ewangelizować w sieci.

Odpowiadając na znak czasu związany z rozwojem AI, taka specjalizacja mogłaby uczyć obeznania z informacją, rozpoznawania manipulacji, podstaw narzędzi cyfrowych, autoprezentacji oraz prowadzenia dialogu w mediach. W sytuacji, gdy wielu katechetów musi rozstać się z dotychczasową formą katechezy, zwrot ku „cyfrowemu kontynentowi” i głoszenie Ewangelii użytkownikom Internetu przez świeckich profesjonalistów nie wydaje się pozbawione sensu.

Taka specjalizacja mogłaby również otworzyć drogę do powstania nowego zawodu: weryfikatora treści. Absolwenci, posiadający solidny warsztat teologiczny i sprawnie posługujący się narzędziami AI, mogliby pracować w zespołach sprawdzających wiarygodność treści oraz osób, które oglądamy i słuchamy w Internecie.

 

3. Parafia myśląca krytycznie

Umiejętność rozpoznawania prawdy i fałszu, choć dziś niezwykle potrzebna, rzadko bywa doceniana. W rodzinach, szkołach czy miejscach pracy niewiele mówi się o higienie cyfrowej i krytycznym myśleniu. Wielu ludzi – nawet jeśli chciałoby nabyć takie kompetencje – nie ma ku temu ani podstaw, ani realnych możliwości. Na manipulacje szczególnie podatne są osoby starsze, które często przyjmują „na wiarę” to, co widzą i słyszą.

Z pomocą wiernym powinny wychodzić również parafie, jako jedno z kluczowych środowisk społecznych. Choć ich podstawowe zadania koncentrują się wokół głoszenia słowa Bożego, liturgii i pomocy ubogim, warto stworzyć w ich przestrzeni miejsce także dla edukacji cyfrowej i krytycznego myślenia. Kapłani oraz liderzy wspólnot – którzy sami coraz częściej ewangelizują w sieci – mogliby dzielić się z wiernymi umiejętnością „czytania między wierszami”.

Takimi przestrzeniami mogą być spotkania grup parafialnych, konferencje ze specjalistami, warsztaty tematyczne, a czasem nawet kazania czy rozmowy w kancelarii parafialnej lub poradni rodzinnej. Współczesna parafia wezwana jest nie tylko do ukazywania mocy słowa Bożego zapisanego na kartach Biblii, ale także do uczenia, jak rozpoznać Ewangelię w sieci, w której wierni żyją na co dzień.

 

4. Sprawdzić, porozmawiać, odrzucić lub zaufać

Gdy nie wiemy, jak potraktować dany komunikat – także teologiczny – zawsze warto się zatrzymać. Reagowanie pod wpływem emocji rzadko przynosi dobre owoce, zwłaszcza w przestrzeni Internetu, gdzie relacje są kruche i łatwo o eskalację.

 

Kiedy trafiamy na treści religijne, nie wahajmy się:

  • dokładnie czytać nagłówki, tytuły i słowa kluczowe,

  • sprawdzać, czy dany profil ma charakter oficjalny,

  • korzystać z oficjalnych stron, aplikacji i źródeł watykańskich,

  • sięgać po materiały naukowe opatrzone afiliacją środowisk teologicznych,

  • omawiać treści w grupie, ze znajomymi lub duszpasterzem,

  • pytać specjalistów – także mailowo lub przez media społecznościowe,

  • wziąć głęboki oddech przed napisaniem emocjonalnego komentarza :)

     

Starajmy się również konfrontować treści z przekazem Ewangelii. To, co buduje wiarę – także w mediach – prowadzi do miłości, dobra, zgody i pokoju. Treści wzbudzające lęk i niepokój zawsze warto poddać rozeznaniu, a czasem po prostu odrzucić. To, co prowadzi do Boga, rodzi się z miłości, a nie z lęku. Bóg sam jest Miłością i to właśnie ten przekaz powinien wybrzmiewać także w cyfrowym świecie.

PS. Treść tego wpisu została napisana własnoręcznie przez autorkę, nie została wygenerowana przez AI :)

 

 

 

 

Najchętniej czytane