99% potencjału, czyli w jaki sposób decydować o swoim życiu?
![]() |
| źródło: pinterest.com |
Nieśmiertelnik i rajski Eden
Tekst, który dziś publikuję długo we mnie dojrzewał, nie dawał mi spokoju, aż w pewnym momencie nawet mnie nieco przerażał. Tym bardziej uznałam, że to będą refleksje istotne, i że poprowadzą mnie do odnalezienia odpowiedzi na pytanie, które zadają sobie ludzie od zarania dziejów.
Zaczęło się od tego, że przypadkowo natrafiłam na wideo, na którym autor pokazuje nieśmiertelnik z grawerem po polsku i po angielsku. Widniało na nim: "Nie reanimować". Z jednej strony pomyślałam sobie, że projekt zakłada nieco czarny humor. A później przeczytałam pytanie autora, które z pewnością miało sprowokować: "A co jeśli to jest mój wybór?". I wtedy to poczułam. Niepokój związany z granicą rozpoczęcia i zakończenia życia.
Oczywiście odezwało się wiele osób, które skrytykowały sam projekt mówiąc, że w świetle polskiego prawa to tylko zabawka, ozdoba a nie pretekst do zaprzestania działań ratunkowych. Można uznać sprawę za zamkniętą. To tylko ozdoba, a nie oświadczenie. To wisiorek - nie obowiązek stosowania się do niego. Ale zatrzymałam się bo pomyślałam sobie, że refleksja nie jest zawarta w tej reklamie, tylko o wiele głębiej.
Czy mam prawo wybrać sobie długość własnego życia? Powiedzieć, że "Jeśli mi się coś stanie to nie próbujcie mnie ratować"? Czy mam prawo do tzw. eutanazji na życzenie? Czy mogę decydować o życiu drugiego człowieka takimi samymi kategoriami?
Gdy próbowałam znaleźć rozwiązanie, w mgnieniu oka przyszedł mi do głowy Poemat o Stworzeniu z Księgi Rodzaju, konkretnie fragment o zasadzeniu ogrodu:
A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. (...) Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz». (Rdz 2, 8.15-17)
Choć wiemy o tym, że cała ta historia opiera się na rozkazie Boga i nieposłuszeństwie człowieka, sytuacja z nieśmiertelnikiem rzuciła na mnie - na ten biblijny fragment - nowe światło. Bóg zasadził ogród, stworzył człowieka, pozwolił mu tam przebywać oraz powołał go do zarządzania ogrodem. W raju była masa fantastycznych drzew i krzewów, i z pewnością jeszcze więcej słodyczy płynącej z owoców. Człowiek jednak, po dyskusji z szatanem zawęził swoje pole manewru. Masz tysiące opcji, ale nie możesz wybrać tej jednej, bo Bóg powiedział że to nie będzie dla ciebie dobre. Tutaj pomijam całą tą scenę manipulacji Złego wobec Ewy, oraz tego jak Ewa sama dała się wciągnąć w tę grę, ponieważ moje przemyślenia nie są o samym grzechu, a o...możliwościach.
Odczytuję dziś ten ogród jako obraz ogromu ludzkiej wolności…Te 99% drzew, na których rosną cudowne owoce to symbol naszej wolności. Można wybrać tak wiele opcji, jaka się tylko zamarzy. Bóg który stwarza człowieka, pozwala aby człowiek administrował zasobami, ustalał zasady, projektował, tworzył, budował. Daje możliwości bardzo poważne: wybór stanu cywilnego, wybór szkoły i zawodu, swojego miejsca zamieszkania, obywatelstwa, możliwości edukacji, podróżowania, pracy. Daje możliwości, które dopiero można odkryć po czasie: powołanie, talenty, kompetencje, co lubię a czego nie, z kim chcę budować relacje, jaki jestem, jaki nie jestem i co z tym zrobię. Daje także możliwości całkiem trywialne ot, jak długie będę mieć włosy, jaki film dziś obejrzeć i co zrobić na obiad (a wybór menu na obiad naprawdę prosty nie jest!). Ze swoim życiem można zrobić tak wiele.
I wtedy w ogrodzie napotykamy tę jedną opcję, o której powiedziano że nie mogę korzystać. Drzewo poznania dobra i zła. Ten jeden obszar, który nie został oddany człowiekowi jako absolutna własność.
O co chodziło z drzewem poznania dobra i zła? Szatan w następnym rozdziale podjudzając Ewę do grzechu, używa sformułowania: "Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło". (Rdz 3, 4-5). Istotne jest właśnie to porównanie - będziecie jak Bóg. Nie tylko poszło o rozróżnianie dobra i zła, ale możliwości i władzę, którą Pan sprawuje stwarzając świat i człowieka. To możliwości decydowania o istnieniu lub nieistnieniu. Bóg powołuje do życia konkretne osoby i tworzy dla nich środowisko z miłości dając człowiekowi całkowitą wolność wyboru. Na początku, drzewa życia ani poznania dobra i zła nikt tak naprawdę nie chronił. Człowiek jeśli chciał, mógł sięgnąć po owoce w każdej chwili. I to właśnie zrobił.
Konsekwencją grzechu pierworodnego nie tylko jest chaos, ból, cierpienie, choroby i wojny, ale przede wszystkim pokusa, by wejść w kompetencje Boga i samemu rościć sobie prawo do ostatecznego decydowania o życiu – swoim i cudzym. Są też dramatyczne i złożone sytuacje medyczne, które wymagają osobnego, roztropnego rozeznania. Mam na myśli m.in choroby psychiczne, uporczywe terapie, decyzje o przekazaniu organów itd. Nie o nich jest to osobiste rozważanie. Refleksja bardziej dotyczy stwierdzenia, które można znaleźć w debacie publicznej nie tylko w Polsce ale na całym świecie; „Moje ciało – mój wybór”, rozumiane jako prawo do decydowania nawet o tym, czy czyjeś życie ma trwać.
Pytanie, które we mnie zostaje, brzmi: czy taka absolutna władza nad życiem naprawdę przynosi człowiekowi pokój? A gdyby odwrócić to pytanie ze wspomnianego filmu: Co, jeśli długość życia to NIE jest mój wybór?
Ja jako ja, cieszę się z tego że gdy moja głowa pęka od 99% możliwości i hojności Boga, to szczerze powiedziawszy...cieszę się że to jest poza moim zasięgiem.
I naprawdę czuję ulgę, że to nie ja muszę dźwigać ciężar ostatecznej decyzji o życiu i śmierci, mogę ją powierzyć Temu, który zna mnie lepiej niż ja sama.


