Płeć? Nie określono. Archetyp? Jonasz.

źródło: Canva.com
 

Przechodząc od razu do rzeczy: archetyp to takie patetyczne określenie pierwowzoru czy modelu (SJP PWN). Bardzo lubię to słowo; brzmi poważnie i akademicko, ale tak naprawdę dotyczy rzeczy  bardzo prostych.

O archetypach często słyszymy w szkole na lekcjach języka polskiego. Godziny spędzone na analizach postaci, ich zachowań i „unikalnych cech jednostki” potrafią doprowadzić wielu uczniów do białej gorączki. I trochę się nie dziwię. Niektóre bohaterki i bohaterowie literaccy bywają opisani bez polotu… albo, jakby ktoś pisał "po czymś mocnym". A jednak, im bardziej próbujemy zrozumieć bohatera, tym częściej odkrywamy, że coś nas z nim łączy.

Określanie archetypów występuje również w innych dziedzinach humanistycznych, na przykład w psychologii. Tam odnosimy się do wzorców osobowości. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają własną paletę archetypów, które odpowiadają ich temperamentowi. Czasem ujawnia się jeden dominujący, czasem mieszają się różne, a bywa, że ktoś ma po trochu z każdego.

Ponieważ Pan Bóg jest bardzo kreatywny, każdy z nas nosi w sobie niepowtarzalny miks cech. Można być dominującym, a w innych sytuacjach wycofywać się z pola bitwy. Można być cholerykiem, który czasami wpada w melancholię. Można kochać spokojne życie i kilku bliskich znajomych, a jednocześnie błyszczeć na parkiecie podczas imprezy na 200 osób i bawić się tak samo dobrze ze wszystkimi. 

Nasze osobowości są unikalne i nie da się ich powtórzyć w żadnej konfiguracji. Warto też pamiętać, że wraz z upływem lat i doświadczeń nasz temperament oraz postawy potrafią się zmieniać. Umieramy zupełnie inni, niż byliśmy wtedy, gdy stawialiśmy pierwsze kroki w dorosłość.

Archetypy ukrywają się także w Biblii.
Nie zawsze możemy z całkowitą pewnością potwierdzić istnienie każdej postaci biblijnej, ale możemy być pewni, że ich zachowania i emocje są nam bliskie. Niosą lekcję, z którą każdy może się skonfrontować.

Jedną z postaci, które szczególnie mnie inspirują, jest prorok Jonasz. Opowiadanie o jego losach, zamknięte w zaledwie czterech rozdziałach Księgi, to przesłanie o ucieczce, walce z Bogiem, wypełnianiu misji, ale też o rozczarowaniu uczuciu, które dotyka każdego z nas. Pomyśl: Jonasz żył w VIII wieku przed Chrystusem! Czy nasze problemy, postawy, przemyślenia i reakcje aż tak bardzo różnią się od tych ludzi, którzy błąkali się po świecie niemal 2800 lat temu? Technologia poszła do przodu, mamy systemy i wynalazki, o jakich im się nie śniło. Ale nasza psychika i serce wciąż potrafią reagować bardzo podobnie. Widocznie to część ludzkiej natury.

O tym, kim dokładnie był prorok Jonasz i co sprawia, że odnajdują się w nim zarówno wierzący, jak i poszukujący, będę jeszcze pisała w kolejnych refleksjach. Na razie chcę zwrócić uwagę na pewien szczegół, który zauważyłam zarówno w Kościele, jak i podczas studiów teologicznych.

Czasem w literaturze teologicznej lub duchowej (a nie raz może w przestrzeni publicznej) spotyka się stwierdzenie, że pewne postacie biblijne reprezentują archetypy związane z konkretną płcią: Jonasz – mężczyzna, Judyta – kobieta itd. Jednak moim zdaniem te archetypy nie mają monopolu na płeć. To, co te postacie pokazują w swoich postawach: odwagę, determinację, lęk, wierność, miłość, umiejętność ucieczki przed problemami – może być odnalezione zarówno w mężczyznach, jak i kobietach. 

Archetypy te są uniwersalne, niezależne od biologicznej płci. Tak jak kobieta może uczyć się odwagi od Jonasza, tak mężczyzna może uczyć się wierności od Rut czy Judyty. To pozwala nam zobaczyć, że Biblia nie ogranicza refleksji nad postawami i emocjami do jednej płci, lecz oferuje uniwersalne lekcje dla wszystkich, którzy chcą je odkryć.

Chcę tylko powiedzieć, drogi Czytelniku, że nie ma sensu przejmować się tym, do kogo rzekomo skierowana jest dana historia. Zarówno archetyp Jonasza, jak i archetyp Judyty nie jest przepisem na męskość czy kobiecość. To raczej diagnoza postawy serca — a ta dotyczy każdego człowieka.
Czy naprawdę mamy unikać niektórych historii, bo jedne są „babskie”, a inne „dla facetów”?

Moim zdaniem — nie.
Jonasz to nie płeć, ale stan umysłu i serca.
Jonaszem można być mając 18, 25, 40, 65 czy 80 lat. Można uciekać w młodości, a w dojrzałości stawać na wysokości zadania. Albo nawet na odwrót...

Nie ma tu jednej reguły. Są tylko symptomy, które można rozpoznać.

Nad tym profilem Jonasza pochylimy się jeszcze w dalszych rozważaniach.
Na początek spróbujmy zobaczyć, jak to się w ogóle zaczęło i odnaleźć nasze własne początki na drodze Jonasza. 

Bez stereotypów, ale z wrażliwością i refleksją nad tym trudnym, pięknym życiem.

 

 


Komentarze

Najchętniej czytane